poniedziałek, 29 lipca 2013

Ostatnia akcja jak Vabank - czyli powstańcy z Powstania Warszawskiego na emeryturze


Już 1 sierpnia 69 rocznica Powstania Warszawskiego, a na okładce Wprost powstaniec z twarzą Myszki Miki. Często narzeka się na martyrologiczny ton polskich filmów związanych z historią i wielu młodych chciałoby dopuścić więcej luzu w prezentowaniu tematu. Z tej okazji parę słów o polskim filmie sprzed 4 lat, utrzymanym w trochę luźniejszym tonie - filmie zdecydowanie rozrywkowym.



Na poważnie czy z uśmiechem na twarzy? To zależy. Można przegiąć w jedną i w drugą stronę. Jeżeli już decydujemy się na to drugie, to ważne, żeby to była rozrywka na poziomie.


Ostatnia akcja z 2009 roku to miał być przewrotny film o weteranach z Powstania Warszawskiego na emeryturze i chociaż aktorstwo jest ok, to sam film jest niestety bardzo cienki. Ani to zabawna komedia ani wciągający kryminał. Do poziomu pomysłowego Vabank Machulskiego (wzorowej komedii kryminalnej, na której ewidentnie wzorował się ten film - nawet główną rolę w Ostatniej akcji gra Jan Machulski) bardzo, bardzo daleko... Ale w tym filmie Juliusz Machulski zadowolił się jedynie rolą producenta. A reżyserem został Michał Rogalski, ale Rogalski to przecież nie Machulski... I to niestety widać w tym filmie. Film z komedii zmienia się raczej w nostalgiczny hołd dla powstańców na emeryturze. Rozrywki na poziomie w tym niewiele, a szkoda. Za film warto pochwalić jedynie aktorów.

Dla kogo: głównie dla weteranów powstania


Ocena: 1/5

+ aktorstwo (zwłaszcza Jan Machulski)

- scenariusz
- reżyseria
- muzyka
- zdjęcia



Zresztą możecie sprawdzić to sami - np. 1 sierpnia.
Poniżej link do obejrzenia filmu (legalnie i bez płacenia):
Ostatnia akcja na iplex

Epidemia z 1995 roku - niewidzialny wirus zabije Cię szybciej niż bomba atomowa...


Nowy straszak - były bomby, są wirusy...

Najbardziej przeraża to, czego nie widać - gdy na początku lat 90. skończyła się już epoka zimnej wojny i widzów (a w ślad za nimi także filmowców) przestała niepokoić zagłada nuklearna - pojawiło się nowe zagrożenie - bardziej niewidoczne i mniej efektowne niż bomby atomowe,za to o wiele bardziej zabójcze i równie mocno działające na wyobraźnię - zabójcze wirusy. W tym przypadku Motaba - zmutowany szczep zabójczego wirusa Ebola. O ile się nie mylę, to Epidemia z 1995 roku jest chyba pierwszym thrillerem, które zaczął straszyć tą tematyką (w tym samym roku podobną tematykę poruszało 12 małp Gilliama).

Epidemia - thriller z dobrych czasów

Obejrzeć warto - Epidemia Wolfganga Petersena pochodzi jeszcze z czasów, gdy ten niemiecki reżyser w Hollywood robił mocne, trzymające w napięciu filmy (słynny niemiecki Okręt czy amerykańskie Na linii ognia), a jednocześnie mocno trzymające się psychologii bohaterów. Epidemia to solidny, trzymający w napięciu thriller, udowadniający że można widza trzymać w napięciu bez wybuchów i niepotrzebnych strzelanin.

Epidemia aktorstwem stoi

Siłą przewodnią filmu jest jednak fenomenalny aktorski tercet - Dustin Hoffman, Morgan Freeman i Donald Sutherland. A możemy też zobaczyć tutaj młodego nieznanego jeszcze zupełnie wtedy Kevina Spacey (dopiero za rok dostanie Oscara za Podejrzanych). Na tym tle niestety mocno odstaje na minus Rene Russo, mocno przereklamowana w tamtym czasie aktorka, która nie potrafi w tym filmie dotrzymać kroku innym aktorom.


Ciekawostka: rola, którą w filmie grał Dustin Hoffman była napisana dla Harrisona Forda, który zrezygnował z udziału w tej produkcji

Pamiętny cytat:
- Pani Pananides: Mam przyjaciela w Straży Wybrzeżnej - wystarczy, że zadzwonię...
- Sam Daniels (Hoffman): Jak bliskiego przyjaciela?
- Pani Pananides: Jego żona miałaby nam to za złe...

Ocena fidelio de krytyka: 3/5

+ aktorstwo
+ reżyseria
+ scenariusz

- kiepska kreacja Rene Russo
- muzyka mogłaby być bardziej klimatyczna

Dla kogo: dla tych którzy cenią wysokiej klasy aktorstwo i filmy katastroficzne trzymające w napięciu, ale bez zbędnych fajerwerków

Box Office: Epidemia okazała się umiarkowanym sukcesem w amerykańskich kinach - kosztowała 50 milionów USD, a zarobiła 67 milionów.

Krytycy: Recenzenci byli dość powściągliwi wystawiając mu średnie noty - Epidemia ma 59 proc. pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes.



Kiedy w TV: Godz. 20.00 na TVN7
Premiera w polskich kinach: 28.04.1995

Mariusz Koryszewski - fidelio de krytyk

środa, 3 lipca 2013

Kac Wawa 3D - sprawdzony przepis na ciasto, z którego wyszedł zakalec


Film w sieci: do obejrzenia za darmo w VoD.pl - Kac Wawa

Czy można zrobić film skazany na sukces i ponieść jednocześnie druzgocącą klęskę? Okazuje się, że można. W Polsce wszystko jest możliwe. A jednak Polak potrafi...

Jak Polak potrafi przekuć sukces w klęskę...

Amerykański Kac Vegas był wielkim sukcesem na świecie - nikt po tym niepozornym filmie pozbawionym gwiazd nie spodziewał się aż takiego sukcesu. Nic dziwnego, że Polacy pomyśleli, że powtórzą sukces na swoim podwórku. W Polsce magia amerykańskiego kaca zadziałała... tylko, że vice versa - z murowanego hitu wyszedł finansowy flop roku.

Kac Wawa - czy to najgorszy film roku 2012?

Kac Wawa został nie tylko zniszczony przez krytykę (Tomasz Raczek pozwany przez producenta za negatywną recenzję), ale także odniósł miażdżącą klęskę wśród publiczności (która przecież w przypadku takich filmów krytyki raczej nie słucha). Już po pierwszym tygodniu znikał z kin, z powodu sal wiejących pustkami. A producentom wydawało się, że będzie tak pięknie... Kac Wawa to przykład, że łaska widza na pstrym koniu jeździ, a przemysł filmowy to jednak ryzykowny biznes.


Sprawdzony przepis na ciasto - skąd więc zakalec?

A miało być tak pięknie. Wywiady miały być, wizyty w zakładach pracy... Szczerze mówiąc nawet mnie zaskoczyła skala tej porażki. No bo przecież, że film do wybitnych należeć nie będzie, to można było przewidzieć jeszcze zanim wszedł do kin. Przecież ten przepis na ciasto nie miał żadnych słabych stron. Sprawdźmy składniki:

1. Po pierwsze primo - mocna marka - sam tytuł Kac Wawa wskazuje, że to Kac Vegas nad Wisłą - ewidentna podpinka pod amerykański sukces. A widzowie uwielbiają przecież międzynarodowe hity w lokalnych odsłonach.

2. Po drugie primo - sprawdzony schemat fabularny - niemal identyczny jak w Kac Vegas. Czworo przyjaciół, wieczór kawalerski, odliczanie do ślubu, alkoholowy amok itd. Scenarzyści czerpali pełnymi garściami z amerykańskiego hitu.

3. Po trzecie primo - widzowie kochają gwiazdy - a tu mają całą aktorską konstelację Oriona - poczynając od najpopularniejszego polskiego aktora ostatnich lat Borysa Szyca, przez całą olkskulową ekipę Lubaszenki (Zbrojewicz, Milowicz, Agnieszka Włodarczyk), przez jaśniejące kobiece gwiazdy Wojny polsko-ruskiej (Bohosiewicz i Gąsiorowska), kończąc na gwiazdach z TV (Karolak, młody Koterski, “kryminalny” Włodarczyk, “Edi” Gołębiewski). Tyle nazwisk i brak sukcesu? To wydaje się niemożliwe.


4. Po czwarte primo - imprezy, seks dragi i disco oraz roznegliżowane, skąpo ubrane przedstawicielki płci pięknej kobiety wykonujące najstarszy zawód świata - to przecież zawsze się sprzedaje

5. Po piąte primo - Kac Wawa to komedia z założenia -- najpopularniejszy gatunek zwłaszcza w Polsce

6. Po szóste primo - Doda, najpopularniejsza piosenkarka i celebrytka w tym kraju, nagrała specjalnie teledysk promujący film. Jak można “nie sprzedać” Dody?



Jak widzicie składniki są, ciasta brak. 6 składników filmowego ciasta musiało przynieść sukces - jest chyba większą tajemnicą niż mgła smoleńska dlaczego z tych składników na murowany sukces nie powstało smaczne filmowe ciasto?

Znienawidzony Kac Wawa z przyprawioną gębą - nie tak zły jak go malują?

Kac Wawa to film, który jest hejtowany jak mało który (wcześniej tylko Yyyrek - kosmiczna nominacja był bardziej znienawidzony) - połączył wszystkich w ogólnej fali krytyki. Ja jednak po obejrzeniu filmu w kinie miałem trochę inne zdanie niż większość, dziwiąc się tej całej fali hejtu. Kac Wawa wcale nie jest tak zły jak go malują...


Kac Wawa średnio na jeża

Żeby nie było, że film rozgrzeszam - filmowi brakuje lekkości i oryginalności amerykańskiego Kaca Vegas, a także wyczucia smaku - polski film to zwykły komercyjny średniak nie mający innego celu poza dostarczeniem producentom fury kasy. Ale takich filmów nawet w Polsce jest na pęczki, Kac Wawa nie jest żadnym wyjątkiem. W czym miałby być ten film gorszy od takiego przykładowego Och Karol 2, który zarobił ogromną kasę a przepis na ciasto miał niemal identyczny?

Bardziej powiedziałbym, że Kac Wawa niczym od polskich komercyjniaków się nie wyróżnia ani na plus ani na minus - jest po prostu średniakiem na zasadzie - obejrzeć, zaliczyć, zapomnieć.


Ocena fidelio de krytyka: 2/5

+ cała plejada aktorska w filmie (zwłaszcza Zbrojewicz i Milowicz)
+ niezła ścieżka dźwiękowa (jeden z lepszych kawałków Dody)

- scenariusz w dużej mierze pozbawiony humoru, zerżnięty bezczelnie z Kaca Vegas
- reżyser nie wie w jakim gatunku właściwie robi film
- na silę wrzucone 3D (sceny z tym strzelającym pistoletem w zwolnieniu są straszne)



Kac Wawa - obejrzyj w Polsacie 3 lipca

Kac Wawa już dzisiaj możemy zobaczyć- po raz pierwszy w telewizji - o 20.30 zaczyna się emisja w Polsacie. Jeżeli nie byliście w kinie, to teraz możecie sami sprawdzić czy film jest tak zły jak go malują czy to jednak hejting na poziomie mgły smoleńskiej.

fidelio de krytyk

Superman: Powrót - Człowiek ze Stali niczym ciepła woda w kranie

Ostatnio w kinach rozrabia Człowiek ze stali, najnowsza odsłona Supermana. Z tej okazji warto parę słów powiedzieć o poprzednim niezbyt udanym reboocie tej serii - Superman : Powrót, który do polskich kin zawitał 4 sierpnia 2006 roku.

Bryan Singer, twórca filmowej serii o X-men - starał się zrobić w tym filmie wyjątkowo efektowny stylistyczny szpagat. Z jednej strony reżyser nawiązuje wyraźnie do klasycznych filmów z cyklu, z drugiej strony stara się serię uwspółcześnić, by film pasował do potrzeb współczesnego widza. Ostatecznie efekt jest bardzo letni. Ani to wielkie widowisko, ani głęboki dramat, ani namiętny romans. Chociaż daleko filmowi Singera do innych adaptacji komiksowych, to jednak Powrót ogląda się całkiem nieźle, zwłaszcza w porównaniu z poprzednimi częściami Supermana, które okropnie się zestarzały. Irytują jednak niektóre słabo rozegrane wątki obyczajowe, przewidywalność scenariusza, nierówne aktorstwo, zbyt mało akcji i ogólne przegadanie filmu. Trudno nie zauważyć też wielu nielogiczności w konstrukcji fabuły, które niszczą przyjemność z oglądania. Natomiast to, czym film może się pochwalić to efekty specjalne, które stoją na wysokim poziomie (scena z wahadłowcem jest naprawdę dobra), chociaż budżet sięgający grubo ponad 200 milionów USD ciężko tu jednak uzasadnić. Trochę szkoda, że Singer porzucił finałowy X-men 3 - Ostatni bastion" właśnie dla Supermana.

Singer lepiej czuje chyba świat mutantów niż Człowieka ze Stali. Wstydu nie ma, bo obecnie Zack Snyder z Nolanem do spółki też nic zachwycającego nie pokazali.


Ocena 2/5

+ charyzmatyczny Kevin Spacey jako Lex Luthor
+ ładne zdjęcia

- zbyt rozwleczona narracja (film jest zbyt długi)
- niedopracowny scenariusz
- słaba muzyka