poniedziałek, 9 września 2013

Grawitacja – czyżby najbardziej kosmiczny kosmos w historii kina?


Czy jak oglądacie filmy SF to nie zastanawiacie się czasami dlaczego wszystko w tym kosmosie jest takie dziwnie znajome? Pamiętacie totalny realizm 2001 Odysei kosmicznej Kubricka?
To chyba pierwsze Gwiezdne Wojny z 1977 roku sprawiły, że kosmos stał się dla nas dzisiaj tym czym jest w wielkich niewiele mających wspólnego z nauką widowiskach - pełen dźwięków, kolorów, świateł itd. Pamiętam jak oglądałem jako dziecko Nową Nadzieję, a w finałowym szturmie na Gwiazdę Śmierci pojazdy kosmiczne zachowywały się jak myśliwce z czasów drugiej wojny światowej. Dźwięk silników, wybuchy, odgłos blasterów, manewry myśliwców - jakby była tam ziemska atmosfera a zamiast galaktycznych rebeliantów Imperium Zła atakował dywizjon 303. I wszędzie była obecna ziemska grawitacja. Brakowało tylko chmur (ale to dodali w następnych filmach). Wtedy jeszcze mój umysł dziecka nie stawiał oporu, a ja jak wielu innych byłem zachwycony tym widowiskiem.



Kosmos jest ciemny, cichy, zimny, martwy… ale czemu nie w filmach?

I dopiero po czasie zauważyłem, że w tym kosmosie to wcale nie jest tak jak sobie wyśnił papa Lucas. Tymczasem w kosmosie jest wręcz vice versa. Kosmos, jest ciemny, cichy, zimny, martwy i zdecydowanie nie jest specjalnie widowiskowy. Ale jest fascynujący, bo inny niż nasza Ziemia. Niewiele filmów SF próbuje naprawdę pokazać kosmos takim, jakim jest - zamiast przenosić nam ziemskie reguły w kosmiczne przestrzenie strać się pokazać fabułę filmu w bardziej naukowych.

Grawitacja to najlepszy kosmiczny film w historii - powiedział J. Cameron.

Jeżeli Grawitacja, najnowszy film Alfonso Cuarona, faktycznie jest tak znakomity jak twierdzą recenzenci (obecnie 100 proc. pozytywnych opinii! na Rotten Tomatoes) i sam James Cameron, jeżeli faktycznie pokazuje wiarygodnie kosmos, zgodnie z realiami naukowymi to będzie to prawdziwa kinowa uczta nie tylko dla oczu i uszu, ale także dla mózgu. Powrót do kina SF, takim jakim powinno być.

Więcej o filmie możecie przeczytać w artykule Variety.

Mariusz Koryszewski - fidelio de krytyk