sobota, 27 grudnia 2014

Kevin sam w domu - świąteczna tradycja i sadystyczny obrazek w jednym czyli dlaczego właściwie kochamy Kevina?




W tym roku w Kevinie było więcej klimatu świąt niż za oknem, gdzie temperatury na plusie, a śniegu ani widu, ani słychu...z biegiem lat, przyzwyczailiśmy się już do małego Kevina w święta Bożego Narodzenia. Nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, by dostrzec, że jakiś czas temu powstała pewna nowa, świąteczna tradycja. 

Kevin sam w domu - więcej niż zwykły film

Kevin sam w domu to już nie tylko film. Jak powstaje tradycja? Przez wiele lat telewizje puszczały nam Kevina na Wigilię lub w pierwszy lub drugi dzień świąt. Nieoficjalnie do wigilijnej kolacji potrzebne były już nie tylko pierwsza gwiazdka, śnieg czy wigilijne potrawy, ale także świąteczny Kevin, raz sam w domu, innym razem w Nowym Jorku.  W tym roku Polsat dostarczył nam obie te przygody.

Za co kochamy Kevina?

Za co tak kochamy Kevina? Co roku ludzie narzekają na przewidywalne przygody zabawnego szkraba, powtarzane do znudzenia. I jak co roku to Kevin bije rekordy telewizyjnego oglądalności w święta. Kevin to niby zwykła komedia sytuacyjna autorstwa specjalisty od reguł gatunku Chrisa Columbusa, który nigdy - choć zrobił wiele filmów - sukcesu Kevina nie przeskoczył. A sam magiczny Macaulay Culkin z biegiem lat okazał się aktorskim rozczarowaniem.



Kevin - mały sadysta?

Zawsze zastanawiała mnie popularność Kevina, ale też fakt, że ludzie nie dostrzegają elementów sadyzmu zawartego w Kevinie. Sadyzm? Ależ gdzie w tej słodkiej, familijnej opowieści takie straszne rzeczy? Otóż w rzeczy samej ten mały, słodki Kevin chociaż jest bohaterem pozytywnym i walczy z bandytami, to jednak tak bezlitośnie znęca się nad dwoma sympatycznymi skądinąd drobnymi złodziejaszkami, że w pewnym momencie zacząłem kibicować tym rzezimieszkom. Kevin wielokrotnie przecież mógłby uciec lub wezwać policję, lecz ten ewidentnie się bawi w ciuciubabkę z "mokrymi chłopcami". Pomysłowość Kevina w znęcaniu się nad dwoma złodziejaszkami jest bezgraniczna.



Kevina gra w kotka i myszkę

To ta sama sytuacja jak w znanej animacji Tom i Jerry, w którym mysz tak skutecznie unikała kota, jednocześnie znęcając się nad nim, że po którymś tam odcinku wbrew intencji twórców kibicowaliśmy już biednemu kotu, by wreszcie złapał tę złośliwą, zadufaną w sobie mysz. 



Casus Flipa i Flapa czyli z czego lubimy się śmiać?

Od czasu Flipa i Flapa wiemy, że ludzie śmieją się z nieszczęścia innych, tylko właściwie przedstawionego. Już od początków kina gromkie salwy śmiechu przetaczały się przez salę, gdy ktoś poślizgnął się na skórce od banana. Trzeba przyznać, że często lubimy śmianie się z innych z bezpiecznego kinowego fotela. Stąd pewnie też nieprzemijalna popularność komedii jako gatunku. W Kevinie najbardziej szokujące jest to, że tej całej palety tortur dokonuje słodki blond dziesięciolatek w filmie stricte familijnym. I nikt tego zazwyczaj nie zauważa, bo gdzie w słodkiej minie aniołka, naszego ulubionego świątecznego filmu, moglibyśmy dojrzeć sadystyczne oblicze?

Kevin bez trylogii?

Sadystyczne elementy ukryte w filmie nie przeszkodziły, by Kevin sam w domu stał się nową, świąteczną tradycją. Jakby tego było mało Columbusowi udało sie powtórzyć jeszcze sukces w Kevin sam w nowym Jorku. Tym razem nasz mały szubrawiec baraszkował po najsłynniejszym amerykańskim mieście, wykańczające naszych złodziejaszków dwa razy mocniej - zgodnie z zasadami sequela, że wszystkiego musi być dwa razy więcej niż w oryginale. 

Cały ten sukces nie doprowadził jednak do powstania udanej trylogii. Producenci zaspali, Macaulay stał się nastolatkiem, a wybrany do roli nowego Kevina dzieciak okazał się porażką i nie miał nawet grama charyzmy dziecięcego Macaulaya. Dzisiaj już nawet nikt nie pamięta tej trzeciej części. 



Kevin jako tradycja?

Kevin ze wszystkimi swoimi wadami i naiwnościami przeszedł już do historii. Chris Columbus przypadkowo zrobił film, który miał być jednosezonową komedią, a stał się świątecznym hitem na lata - sam co roku, chociaż znam jego przygody na pamięć i trochę odrzuca mnie sadyzm niektórych scen, nie wyobrażam sobie świąt bez Kevina. A Wy?