wtorek, 1 września 2015

Ostatni Brzeg - najpiękniejszy koniec świata rozegrany w ciszy...

Są filmy, które na zawsze upamiętniają jakieś miejsce na Ziemi. Melbourne, które powstało dokładnie 180 lat temu, to najbardziej wysunięte miasto na południe od Australii, ktore zostało osławione przez jedną książkę i jeden film - to Ostatni brzeg (On the Beach).

 Ostatni Brzeg - atomowa apokalipsa pogrążona w ciszy

Ostatni Brzeg to słynna powieść katastroficzna Nevilla Shute'a, w której to właśnie Melbourne w obliczu atomowej apokalipsy miałoby być ostatnim dużym miastem na Ziemi, które najdłużej oparłoby się promieniowaniu... Powstała na jej temat adaptacja w roku 1959 w reżyserii Stanleya Kramera to do dzisiaj chyba najbardziej przejmujący obraz końca naszej cywilizacji, która dokonuje się po cichu i bez wielkich fanfar i wybuchów, w absolutnej ciszy....

 

Ostatni brzeg - wzorowa ekranizacja książki?

Ostatni brzeg to film, który jednocześnie jest doskonalym przykładem jak przekładać dzieło literackie na język obrazu. Adaptacja filmowa pozbyła się paru drobnych słabości i wątków w powieści. Ale zmieniła też lekko zakończenie książki, dając trochę jednoznaczne, acz sensowne ostrzeżenie przed atomową apokalipsą w samym środku zimnej wojny. Chwilę potem był kryzys kubański... Natomiast zakończenie książki jest troszkę bardziej romantyczne, bardziej skupione na Moirze...

Boska obsada czyli Ava i spółka...

Ale za to jaka jest w tym filmie obsada! Boska Ava Gardner, posagowy Gregory Peck, Fred Astaire w nieśpiewanej roli i Anthony Perkins na rok przed Psychozą. Kramer doskonale dobrał obsadę do postaci wykreowanych w książce. Czytając powieść, przed oczami od razu pojawiają się twarze aktorów. To jedna z dwóch głównych przyczyn sukcesu filmu.

Drugim powodem sukcesu jest subtelność oddania umierającego świata i odrzucenie prób wyjaśnienia tego, co się stało i prób opamiętania sytuacji politycznej sytuacją polityczną, którą Shute próbował wzorować na I wojnie światowej. Stanley Kramer całkowicie odrzucił politykę, której było trochę w książce - czyli kto zaatakował pierwszy i dlaczego.

Ostatni brzeg po ponad 50 latach

Dzisiaj chociaż minęło ponad pół wieku od premiery, Ostatni Brzeg nadal jest aktualny, chociaż nie ma już tego lęku przed zagładą nuklearną, który panował w latach 50. Chociaż dzisiaj trochę już wygasł, to wrażenie w filmie robi niezwykła autentyczność i subtelność środków, jakimi reżyser pokazał koniec naszego świata.

Świat umierających w ciszy...

Piękno kryje się we wszystkim, a Ostatni Brzeg to piękny film o umieraniu... I smutny, przeraźliwie smutny. Kiedy kończymy książkę nie unikniemy tej jednej łzy, gdy kończymy film nie unikniemy poczucia niepokoju i stwierdzenia, że ludzie doprowadzą kiedyś do swojej zagłady....

 

Ostatni brzeg w 1959 roku został nominowany jedynie w dwóch kategoriach - za montaż i muzykę. A w tym roku to właśnie ten film powinien dostać nie tylko nominacje, ale także wygrać Oscary w takich kategoriach jak reżyseria Stanleya Kramera (za wzorowe przełożenie ksiazki na ekran) , muzyka (słynny motyw Ernesta Golda) oraz za najlepszy film roku 1959. A Ava Gardner i Fred Astaire co najmniej powinni być nominowani.

Dlaczego film pominięto w Oskarach?

Film wszedł na ekrany w samym srodku zimnej wojny. Możliwe, że film został pominięty ze względu zbyt pacyfistyczną wymowę w tamtym czasie oraz na brak zdecydowanego określenia Rosji jako tych "złych" a Amerykanów jako tych "dobrych" (w książce to nawet Amerykanie atakują Rosjan, w filmie nie wiadomo). A do tego premiera filmu odbyła się w ZSRR, a nie w USA. W gorącym czasie zimnej wojny amerykański Ostatni brzeg był zbyt mało amerykański, unikał dosłowności, więc niestety Oscary musiał zdobyć politycznie poprawny Ben Hur.

 

Dlaczego Ostatni Brzeg wciąż zachwyca?

Ale to dzięki zdecydowanemu odrzuceniu wątków politycznych i skupieniu sie na relacjach ludzi w obliczu nieuniknionej śmierci, dzisiaj ten film jest prawdziwą perłą. I wciąż porusza... Do głębi... Tak jak Ava (Moira) patrząca na ocean, na odplywający ostatni okręt podwodny, znikający powoli za horyzontem...

Polecam - 4/5

Mariusz Koryszewski