wtorek, 14 marca 2017

Pi czyli jak sprawić, by matematyka nie była nudna?

Wiecie, że dzisiaj obchodzimy oficjalny dzień słynnej liczby pi, którą.. wszyscy doskonale kojarzymy jeszcze ze szkoły? Enigmatyczna liczba pi ma nie tylko swoje święto, ale w 1998 roku nawet powstał film o niej pt. właśnie Pi.
 
Z tej okazji warto przedstawić 3 najciekawsze fakty z tego brawurowego filmowego debiutu Darrena Aronofsky'ego, w której główny bohater próbuje odszukać matematyczny klucz do tajemnic wszechświata. 


Top 3 ciekawostki z filmu Pi (1998):

1. Pi zostało zrobione za jedyne 60 tys. USD. Film powstał dzięki 100-dolarowym wpłatom rodziny i przyjaciół reżysera tego filmu. Potem film został zakupiony przez Artisan, ktory zapłacił za niego okrągły... milion USD - każdy z "inwestorów" otrzymał 150 USD. A więc, na przekór niektórym niespełnionym twórcom, Pi stanowi dowód, że jednak na artystycznym kinie niezależnym można zarobić... ;)
2.  Film nawiązuje do talmudycznej tradycji poszukiwania znaczeń w numerycznych wartościach słów i fraz w Biblii. Numer, którego szuka Max ma 216 cyfr. 6x6x6 daje dokładnie liczbę... 216. A 666 to oczywiście słynny satanistyczny "numer bestii" z Biblii. 
3. Główny bohater Pi cierpi na bardzo rzadką przypadłość tzw. "samobójczych bóli głowy" - podobno jest to najbardziej bolesna przypadłość jaka istnieje.


Pi czyli jak sprawić, by matematyka nie była nudna? Wystarczy do tego Aronofsky

Darren Aronofsky, jeden z najlepszych reżyserów obecnego pokolenia, pokazał jak należy debiutować. Ciekawie ujęty temat oraz oryginalna forma ekspresji i można osiągnąć sukces, przebijając twardą ścianę przemysłu filmowego. Rzadko zdarzają się tak mocne debiuty. Bo żeby z matematycznych dywagacji i liczby pi znanej ze szkolnych lekcji matematyki, zrobić film tak fascynujący, magnetyzujący i przyciągający widzów do kina to wielka szuka


Aronofsky udowodnił, że matematyka chociaż skomplikowana, to nie musi być nudna. Tego typu rzeczy potrafią tylko wielcy. Szybko okazało się, że ci krytycy, którzy wieszczyli narodziny nowego mistrza nie pomylili się. Aronofsky z każdym kolejnym filmem był coraz bardziej genialny - od Requiem dla snu, przez Źródło aż po Czarnego łabędzia.

Mariusz fidelio Koryszewski